Wtorek, 14 czerwca 2011
Łeba 2011
Rano nad morzem było absolutnie bezwietrznie, cicho zupełnie nierealnie... a po powrocie do rzeczywistości czekał już na mnie huragan totalny, wczorajsza chwila wytchnienia została odrobiona z double nawiązką. W pierwszą stronę, kiedy to niby wiatr miał pomagać wcale jeszcze nie wiał zbyt mocno, cototonie. Natomiast powrót mimo całego mojego poweru był absolutnym koszmarem. Dziś ogólnie miałam przechlapane. Zdecydowanie więcej podjazdów i to oczywiście w podwietrzną stronę, uciekły mi dwa fajne traktory - jak już się trafiły jakimś cudem takie jadące w moim kierunku to mijały mnie akurat na podjazdach!! i jeszcze zaliczony pagór przy którym Ulinia przestaje się liczyć. Moja nowa Mount Ventoux - z Nadola do Gniewina, fakt że po absolutnie super asfalcie natomiast bez nagrody - zjazd nie występuje. Totalne chamstwo. Trasa standard przez Sasino do Choczewa, Wierzchucino-Nadole-Gniewino-Łętowo-Kurowo-Stilo i powrót przez Sarbsk i Nowęcin. Ostatnie 20 km mimo fajnego asfaltu ledwo uszarpałam, dobrze ze odpuściłam Salino
- DST 111.58km
- Teren 0.70km
- Czas 05:48
- VAVG 19.24km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 13 czerwca 2011
Łeba 2011
wyczekana wyprawa nad jezioro Żarnowieckie po - w przewazającej części - super asfalcikach. Co za miła odmiana:) Gigantyczny bonus już na starcie - prawie zupełnie bezwietrznie!! trudno o lepszą zachętę. Gładko do Choczewa przez Sasino, potem nieplanowana wizyta w Białogórze (spontaniczny atak nagłej potrzeby pozyskania lodzika M zakończony sukcesem czego nie należy traktować jako wskazówki gdyż był to jedyny i ostatni taki lodzik w 3 sprawdzonych w tym celu sklepach białogórskich). Przez Wierzchuciono do Nadola, tu pełen szał asfaltowy, absolutna rewelacja:) potem musiałam odpękać swoje, zamiast jak przezorny Polak (wiadomo, że każdy dobry asfalt kiedyś się kończy) skręcić do Tyłowa podkusiło mnie do Kniewa, i to wypust był jak się patrzy. Z Kniewa do Wierszkowa 6 km drogi tzw do Pucka zrytej chyba przez dziki albo inne hipopotamy, no co to za masakra była. Zadośćuczynienie wystąpiło na wejherowskiej, 3km po skręcie do Tyłowa też pięknie, szkoda, że na końcu roboty drogowe i ruch wahadłowy. Achilles został spacyfikowany, wiatr się nie pojawił aż do zmierzchu. Świetnie było, świetnie. I te 20 km cudownego asfaltu od Sasina na koniec. Raj
- DST 151.72km
- Czas 07:42
- VAVG 19.70km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 12 czerwca 2011
Łeba 2011
bardzo lajtowe kręcenie. Miałam pomysł na wycieczkę do Kluk (Kluków??) ale po 20 km ponownej szarpaniny po kulawym asfalcie chęć mi definitywnie odeszła. W dodatku wichura straszna i nie chciało mi się tak chetać dzień po dniu. W Pobłociu skręciłam do Stowęcina, zapamiętałam tę drogę z wypraw jesiennych jako pustą i "klimatyczną" - i rzeczywiście samochodów malo a lasu dużo:) Potem skręt w drogę do Lęborka i mój ulubiony kawałek - dwa mega zjazdy w cenie jednego nie bardzo masakrycznego podjazdu:)) Do Janowic i przez Garczegorze (kto wymyśla te nazwy???) do łebienia. Powrót przez Maszewko, Roszczyce i Ulinię, super asfalty na koniec. W Sarbsku szutrówką nad jezioro, polarwić się na sloneczku. Końcówka słaba, szarpiący achilles zepsuł mi całą średnią:((
- DST 102.17km
- Teren 2.80km
- Czas 05:35
- VAVG 18.30km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 11 czerwca 2011
Łeba 2011
Łeba-Rowy-Łeba w megawichurze i po nader kiepskim (jak ja lubię eufemizmy:)) asfalcie czyli spektakularny powrót poweru:))) Trasa zdeterminowana kierunkiem wiatru, który był zbyt silny, żeby go sobie zostawiać na powrót. Zatem moje ulubione okołożarnowieckie klimaty i super asfalciki musiały poczekać a w zamian wyprawa przez po części nowe tereny. Jazda na slickach powiększyła mój wakacyjny zasięg o jakieś 50 km, nieosiągalny wcześniej w tych warunkach (pagóry!!!) dystans okazał się nie taki znów niemożliwy. Rozkręcił mnie na starcie spotkany na początku trasy Czesiek z Sopotu (pozdrower!!), jechaliśmy razem co prawda tylko 5 km, ale to i dobrze bo w takim tempie (44km/h po prostej) to ja mimo całego swojego poweru bym zdechła w ciągu pół godziny nieodwołalnie. Z Wicka pociągnęłam po koszmarnie dziurawej 213 do skrętu na Kluki, a tam asfaltowo było tylko gorzej:( Za to krajobrazowo rewelacyjnie, pięknie, fantastycznie (czyli klasyczne coś za coś). Przez Smołdzino do Rowów i powrót tą samą trasą. Nie odmówiłam sobie na koniec przejazdu przez Szczenurze - kawałek Stęknica-Szczenurze-Nowęcin ciągle wysoko na mojej TOP liście:))
- DST 166.88km
- Czas 08:10
- VAVG 20.43km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 10 czerwca 2011
Łeba 2011
Prolog:)) 12 stopni, wichura sakramencka i mżawka. Czyli typical Polish summer...
- DST 40.71km
- Czas 02:07
- VAVG 19.23km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 9 czerwca 2011
bez tytułu
- DST 41.88km
- Czas 02:11
- VAVG 19.18km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 8 czerwca 2011
Leszno
całe szczęście, że były ostre prognozy burzowe poparte wypiętrzającymi się na horyzoncie cummujakośtam, które mnie nieco nastraszyły i zmusiły do odwrotu zaraz za Lesznem, bo wystąpił tak absolutny brak mocy, że z wyprawy do Brochowa musiałabym chyba wrócić taksówką |(bagażową). No przysięgam, że ledwo się doczołgałam do Wólki. Na zjeździe odzyskałam siły na tyle, zeby dopaść domu, gdzie już czekał na mnie kompletny bezwład. Przed piątkowym wyjazdem nie brzmi to optymistycznie...
- DST 110.61km
- Czas 05:29
- VAVG 20.17km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 7 czerwca 2011
przed pracą
- DST 41.11km
- Czas 02:11
- VAVG 18.83km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 6 czerwca 2011
Janówek
- DST 62.52km
- Teren 2.10km
- Czas 03:10
- VAVG 19.74km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 5 czerwca 2011
POWER
wycieczka pt pełen spontan. Plany zostały ograniczone do decyzji, że tym razem może juz nie do Roztoki:) Miałam ochotę na setkę, ale biorąc pod uwagę wczorajszy dystans i silny dzisiejszy wiatr nie spodziewałam się dużo więcej. Tymczasem do NDM zawiało mnie bezwysiłkowo, ale co zaskakujace do Jabłonny też nie było źle. Więc postanowiłam pociągnąć na Dębe, a że łatwo szło to jeszcze dalej ustanawiając metę w Krzyczkach. Jakoś tak załozyłam optymistycznie, że trochę bliżej te Krzyczki ale warto było, bo kulinarnie niezmiennie wielce znakomicie. 1 maleńki kryzys w drodze powrotnej (bo jednak pod wiatr dużo było) zlikwidowany w zarodku przez lodzik m.
- DST 173.23km
- Czas 08:13
- VAVG 21.08km/h
- Aktywność Jazda na rowerze


