Informacje

  • Wszystkie kilometry: 424045.29 km
  • Km w terenie: 3346.89 km (0.79%)
  • Czas na rowerze: 846d 17h 30m
  • Prędkość średnia: 20.86 km/h
  • Suma w górę: 0 m
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl

Moje rowery

Nie mam rowerów...

Szukaj

Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy eliza.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Poniedziałek, 30 sierpnia 2010

przed pracą

  • DST 53.22km
  • Czas 02:32
  • VAVG 21.01km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 29 sierpnia 2010

treningowo

dzień niespodzianka - wbrew złowieszczym prognozom synoptyków deszcz spadł symboliczny a nawet pokazało się słońce. Opłaciło się zaryzykować dalszą wycieczkę. Mimo absolutnie koszmarnego wiatru miałam ochotę na dystans powyżej setki, ale postanowiłam wykazać się sportową dojrzałością i rozwagą i ograniczyć apetyt mając na uwadze wieczorny tenis. I słusznie, bo sił starczyło na mocną szybką grę i dobre bieganie. Szkoda tylko, że mimo efektownych wymian wynik dla mnie pozostał niezmiennie nieco mniej efektowny. Ale przynajmniej widać jakiś progres:) Dzisiaj jeden z moich dobrych dni, jazda z wysoką jak na mnie średnią, nawet pod wiatr. Tenis kondycyjnie też bez zastrzeżeń
  • DST 95.67km
  • Czas 04:20
  • VAVG 22.08km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 28 sierpnia 2010

relaksik:)

przedpołudniowa kawa w centrum przy zaskakująco dobrej (w porównaniu do prognoz) pogodzie. Jako że zrobiło się zdecydowanie chłodniej, więc faza "kawa+ciastko" towarzyszyła mi również po południu (tym razem realizacja w NDM:)) W międzyczasie pętelka do Sierakowa. Leniwa sobotnia jazda pod znakiem zmagań z naturą - przed południem walka z wietrzyskiem, po południu nieustanne przerwy na przeczekiwanie deszczu. Forma ciągle zaskakuje mnie pozytywnie - świetne samopoczucie mimo wczorajszego intensywnego wieczornego teniska:)
  • DST 130.51km
  • Czas 06:25
  • VAVG 20.34km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 27 sierpnia 2010

w deszczu

oj namoczyło mnie i licznik mój mimo przezornego rozpoczęcia wycieczki wcześnie rano. Podpuściło mnie do Izabelina bezdeszczowo, a potem się rozpadało totalnie. Mimo lekkiego upodlenia zniosłam to z godnością. Licznik godności nie wykazał i w efekcie granatowy dostał nowy gadżet na drugie urodziny. Fajnie, że chociaż udało się odczytać ile przejechałam w tych podłych warunkach
  • DST 47.99km
  • Czas 02:22
  • VAVG 20.28km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 26 sierpnia 2010

przed pracą

  • DST 62.78km
  • Czas 03:12
  • VAVG 19.62km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 25 sierpnia 2010

przed pracą

  • DST 39.60km
  • Czas 02:00
  • VAVG 19.80km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 24 sierpnia 2010

Sieraków i okolice

powrót do codzienności i rutynowej trasy treningowej (z podwójną pętelką). Najzabawniejszym odkryciem dzisiejszego dnia jest fakt, że.............brakowało mi pagórów!!!
  • DST 71.33km
  • Czas 03:50
  • VAVG 18.61km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Worliny 2010

Zdobyłam szczyt!!! nie był to w dodatku szczyt moich możliwości, ale szczyt góry - o nazwie Góra Dylewska. Całe 312 mpnm (TRZYSTA DWANAŚCIE METRÓW). Podjazd był okropny, bo po totalnie dziurawym asfalcie, zatem i zjazd niefajny. Niemniej góra na konto weszła:) Zdobycz górską zawdzięczam JAJACKOWI, bo dziś pojechaliśmy według Jego sugestii. Nie mieliśmy co prawda czasu, żeby dojechać do Iławy, ale odcinek Pawłowo - Lubawa rzeczywiście super. Dobry asfalt, ruch umiarkowany i fajne pagórki ("na Górę" trzeba odbić 5 km w lewo, w nagrodę można zjeść pycha ciasteczko u Erisowej:)). Do Pawłowa dojechaliśmy naszym ulubionym olsztynkowym przejazdem czyli Podlejki - Mańki - Olsztynek (tak, tak, jagodzianki znowu zaliczone!). Powrót przez Ostródę (głowna "piętnastka", ale ruch był umiarkowany, w plecy wiało więc dobre wrażenia. Trochę górek, ale do przeżycia). Z Ostródy fantastyczna droga 530 do Łukty - 15 km świetnego asfaltu przez las i prawie zero ruchu. Rewelacja. Mimo to zaliczyłam mega kryzys 5 km przezd Łuktą, ból kolana i niemoc na podjeździe straszna. No jakoś jednak przewalczyłam na tyle, żeby spróbować wyścigu z Jasiem na ostatnich kilometrach. Próba oczywiście nieudana, ciągle to On jest Sprite, a ja pragnienie:(
  • DST 142.01km
  • Czas 06:32
  • VAVG 21.74km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 22 sierpnia 2010

Worliny 2010

laptopek wyliczył przewyższenia 430m, jednak co to znaczy dobry asfalt - dzisiejsze pagórki nie zrobiły na mnie niemal zadnego wrażenia. No tak, wiem, że dla prawdziwych górali 430m to brzmi raczej śmiesznie, ale ze mnie góral żaden i tak już zapewne zostanie:) Zatem odnotowuję trasę jako kolejne przełamanie niemożności, tym bardziej, że zaliczyłam też końcówkę sprinterską zdopingowana nadciągającą burzą. Armagedon szedł totalny, a jako że ja jestem jednak z tych mniej odważnych więc wykrzesałam z siebie skrzętnie chomikowane zapasy mocy:). Dopadliśmy samochodu 5 minut przed ulewą. Trasa z Olsztyna 16 do Mrągowa (skręt w boczne asfalciki w Borkach, z powrotem już prosto główną). Przez dużą część trasy fajne pobocze, ale najlepszy był kawałek jeszcze nie oddany samochodom. wreszcie wiem jak się czują królowie szos:)
  • DST 131.33km
  • Czas 06:01
  • VAVG 21.83km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 21 sierpnia 2010

Worliny 2010

totalna niemoc. Wczorajszy rajd po górkach osłabił mnie potężnie. Od lat nie czułam takiego zmęczenia w łydkach. No i to ciągłe uważanie na kolanko jest już trochę irytujące, bo podjazdy pokonywane na pół gwizdka dłużą się w nieskończoność. Fajna trasa, ale kilometrowo rozczarowująca, skrócenie przymusowe z powodu braku przejazdu innego niż gruntowy. Do Gietrzwałdu, kawałek 16 w stronę Olsztyna, w bok przez Tomaszków znowu do głownej 51 Olsztyn - Olsztynek. Tu planowaliśmy przemknąć boczkiem do 598, która na mapie wyglądała niezwykle atrakcyjnie, ale niestety droga deklarowana jako utwardzona okazała się szutrem. A szutrów na razie mamy dość na dłużej. Zatem pociągnęliśmy 51 do Olsztynka, gdyż Olsztynek właśnie był celem wycieczki, a dokładnie reklamowane mocno przez ROSSa olsztynieckie jagodzianki. Faktem jest, po jagodowe bułeczki ściaga na ulicę Mrongowiusza ludność z bliższych i dalszych okolic w niesłychanej mnogości, a na odebranie jagodzianek czeka się w kolejce aż...się upieką:) Świeża blacha jest dystrybuowana natychmiast. Inne ciasteczka też warte kawałka drogi, co sprawdziliśmy oczekując na jagodowy dopiek.Powrót był super fajny, pomijając napełnione słodko brzuszki trafiliśmy na fantastyczną drogę do Podlejek przez Mańki, 16 km świetnego asfaltu przez piękny stary las. Rewelacja. Jasiowi podobało się tak bardzo, że nawet próbował zostać w tym lesie na dłużej ale udało mi się zapanować nad sytuacją:)
  • DST 84.72km
  • Czas 04:33
  • VAVG 18.62km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl