Piątek, 12 listopada 2010
POWER
dzień niespodzianka. Po nocnych ulewach rano przestało padać, nawet momentami pojawiało się nieśmiało słońce. Nie można było nie skorzystać z takiego bonusu. Liczyłam na relaksowe 30 km, ale szybko się okazało, że mimo bardzo intensywnego wczorajszego dnia wrócił do mnie jesienny power. No i mnie wessało:) Przez Latchorzew, Babice i Lipków do Mariewa, powrót do Lipkowa, potem Truskaw i Sieraków. I jeszcze extra pętelka po Bemowie w ramach testowania siły poweru. Moc była do końca ze mną:) I nawet bardzo porywisty wiatr mi dziś nie przeszkadzał.
- DST 91.61km
- Czas 04:19
- VAVG 21.22km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 11 listopada 2010
Sieraków
rozgrzewkowo przed turniejem niepodległościowym. Fajna pogoda, fajna jazda, fajna gra. Lubię długie weekendy:)
- DST 52.89km
- Czas 02:20
- VAVG 22.67km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 10 listopada 2010
po pracy
- DST 23.31km
- Czas 01:18
- VAVG 17.93km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 9 listopada 2010
przed pracą i rundka po
rano cieplutko, 12 stopni o 9 mimo braku słońca
- DST 44.94km
- Czas 02:15
- VAVG 19.97km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 7 listopada 2010
rozgrzewka
rozgrzewkowa pętelka sierakowska. Dystans powyżej rozgrzewkowych założeń, fajnie się jechało bo prawie bezwietrzna pogoda, trochę tylko zimnawo..
- DST 52.23km
- Czas 02:15
- VAVG 23.21km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 5 listopada 2010
w deszczu
co za koszmar. Wichura. Deszcz. Ale zaskakująco cieplo. Szybki rozjazd przed tenisem
- DST 14.82km
- Czas 00:49
- VAVG 18.15km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 3 listopada 2010
Łeba 2010
beznadziejna beznadzieja. Znowu kapeć. Ewidentnie w oponie cos siedzi. Niestety pan znowu tego czegos nie znalazł, więc powietrze po raz trzeci wieczorem zeszło. I tak szans na jazdę nie było, wichura totalna i ulewa. Przemoczyło mnie mimo ochronnego ubranka. Próbowałam na pożegnanie z Łebą dojechać do Żarnowskiej, ale musiałam się poddać zaraz za Nowęcinem. Mam nadzieję, że solidne wygrzanie w saunie uchroni mnie od przeziębienia..
- DST 17.41km
- Czas 00:51
- VAVG 20.48km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 2 listopada 2010
Łeba 2010
miał być totalny relaks a skończylo się na mega wymagającym treningu. Rowerek spłatał figla i wbił gwóźdź w oponkę. Nie pierwszy raz mu się to zdarza, komiczne jest to, że zazwyczaj psuje się tuż pod domem - a jak juz raz zaszalał na wyjeździe to też potrafił się zachować - wypadek nastąpił zaraz na początku wycieczki, w samym centrum Łeby, kilometr od warsztatu. To się nazywa szaleństwo kontrolowane. No ale mało czasu mi zostalo na jazdę i trzeba było bardzo podkręcić tempo...
- DST 59.35km
- Teren 1.60km
- Czas 02:41
- VAVG 22.12km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 1 listopada 2010
Łeba 2010
ziiiimno. Po trzech ciepłych dniach dzisiaj znaczne ochlodzenie - niby siedem stopni, ale wilgotno i przenikliwie. Nieprzyjemnie. Słońce pojawiło się dosłownie na minutę. W takich warunkach nie daję rady dalej pojechać, potrzebny mi chociaż jeden dłuższy odpoczynek a dziś dało się przysiąść max na 10 minut. Za to ciągle prawie bezwietrznie, to prawdziwy bonus tego wyjazdu, bo doprawdy nie pamiętam tak spokojnego powietrza nad morzem. Wyjazd czysto treningowy, do Zwartowa przez Sasino i Choczewo. Nie mogę się nacieszyć tym rewelacyjnym leśnym asfaltem do Sasina. 20 kilometrów! Rewelacja. Pagór w Ulinii już robi na mnie mniejsze wrażenie, chociaż doprawdy mógłby już ktoś usunąć tego nieświezego mocno borsuka:( W ogóle pagóry mnie już nie ruszają (w przeciwieństwie do zdechłych borsuków) , to ewidentnie kwestia nastawienia, bo mój fantastyczny jesienny power juz niestety powoli słabnie i chyba zaraz mnie opuści... A na koniec jeszcze mnie namoczyło mżącym deszczem:(
- DST 76.17km
- Czas 04:09
- VAVG 18.35km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 31 października 2010
Łeba 2010
dzisiaj jazda po wydeptanych wcześniej scieżkach. Standard do Choczewa (przez Sarbsk i Sasino) potem przez Osieki do Lublewka. W założeniach chciałam dotrzeć do Bychowa, ale skusił mnie dworek w Starbieninie - to jedyna nowość dzisiejszej wycieczki, tam nie byłam wcześniej. Dworek mało fajny, ale gazon z ławeczkami był. Szkoda, że bez słońca, szybko zmarzłam, odpoczynek bardzo krótki. Bychowo taką trasą naokoło jest jednak w taki krótki jesienny dzień poza zasięgiem, może pojadę tam prosto według przepisu "w tę i z powrotem". Powrót długo główną, chciałam sobie zjechać z tej góry w Żelaznem, na którą mozoliłam się wczoraj ale głównie sprawdzić się na zapamiętanym z dawnych wypraw 800m podjeździe. Nieźle poszlo, power jest wciąż ze mną (na pagórze w Ulinii nie zeszłam dziś poniżej 7,5:)) Powrót tak jak wczoraj przez Roszczyce. Totalnie relaksowa i mało wymagajaca w sensie uwagi i sledzenia mapy trasa, nawet nic nowego zdechłego nie było po drodze, ten sam co wczoraj nieszczęsny borsuk.
- DST 86.76km
- Teren 1.60km
- Czas 04:45
- VAVG 18.27km/h
- Aktywność Jazda na rowerze


