Niedziela, 7 listopada 2010
rozgrzewka
rozgrzewkowa pętelka sierakowska. Dystans powyżej rozgrzewkowych założeń, fajnie się jechało bo prawie bezwietrzna pogoda, trochę tylko zimnawo..
- DST 52.23km
- Czas 02:15
- VAVG 23.21km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 5 listopada 2010
w deszczu
co za koszmar. Wichura. Deszcz. Ale zaskakująco cieplo. Szybki rozjazd przed tenisem
- DST 14.82km
- Czas 00:49
- VAVG 18.15km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 3 listopada 2010
Łeba 2010
beznadziejna beznadzieja. Znowu kapeć. Ewidentnie w oponie cos siedzi. Niestety pan znowu tego czegos nie znalazł, więc powietrze po raz trzeci wieczorem zeszło. I tak szans na jazdę nie było, wichura totalna i ulewa. Przemoczyło mnie mimo ochronnego ubranka. Próbowałam na pożegnanie z Łebą dojechać do Żarnowskiej, ale musiałam się poddać zaraz za Nowęcinem. Mam nadzieję, że solidne wygrzanie w saunie uchroni mnie od przeziębienia..
- DST 17.41km
- Czas 00:51
- VAVG 20.48km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 2 listopada 2010
Łeba 2010
miał być totalny relaks a skończylo się na mega wymagającym treningu. Rowerek spłatał figla i wbił gwóźdź w oponkę. Nie pierwszy raz mu się to zdarza, komiczne jest to, że zazwyczaj psuje się tuż pod domem - a jak juz raz zaszalał na wyjeździe to też potrafił się zachować - wypadek nastąpił zaraz na początku wycieczki, w samym centrum Łeby, kilometr od warsztatu. To się nazywa szaleństwo kontrolowane. No ale mało czasu mi zostalo na jazdę i trzeba było bardzo podkręcić tempo...
- DST 59.35km
- Teren 1.60km
- Czas 02:41
- VAVG 22.12km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 1 listopada 2010
Łeba 2010
ziiiimno. Po trzech ciepłych dniach dzisiaj znaczne ochlodzenie - niby siedem stopni, ale wilgotno i przenikliwie. Nieprzyjemnie. Słońce pojawiło się dosłownie na minutę. W takich warunkach nie daję rady dalej pojechać, potrzebny mi chociaż jeden dłuższy odpoczynek a dziś dało się przysiąść max na 10 minut. Za to ciągle prawie bezwietrznie, to prawdziwy bonus tego wyjazdu, bo doprawdy nie pamiętam tak spokojnego powietrza nad morzem. Wyjazd czysto treningowy, do Zwartowa przez Sasino i Choczewo. Nie mogę się nacieszyć tym rewelacyjnym leśnym asfaltem do Sasina. 20 kilometrów! Rewelacja. Pagór w Ulinii już robi na mnie mniejsze wrażenie, chociaż doprawdy mógłby już ktoś usunąć tego nieświezego mocno borsuka:( W ogóle pagóry mnie już nie ruszają (w przeciwieństwie do zdechłych borsuków) , to ewidentnie kwestia nastawienia, bo mój fantastyczny jesienny power juz niestety powoli słabnie i chyba zaraz mnie opuści... A na koniec jeszcze mnie namoczyło mżącym deszczem:(
- DST 76.17km
- Czas 04:09
- VAVG 18.35km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 31 października 2010
Łeba 2010
dzisiaj jazda po wydeptanych wcześniej scieżkach. Standard do Choczewa (przez Sarbsk i Sasino) potem przez Osieki do Lublewka. W założeniach chciałam dotrzeć do Bychowa, ale skusił mnie dworek w Starbieninie - to jedyna nowość dzisiejszej wycieczki, tam nie byłam wcześniej. Dworek mało fajny, ale gazon z ławeczkami był. Szkoda, że bez słońca, szybko zmarzłam, odpoczynek bardzo krótki. Bychowo taką trasą naokoło jest jednak w taki krótki jesienny dzień poza zasięgiem, może pojadę tam prosto według przepisu "w tę i z powrotem". Powrót długo główną, chciałam sobie zjechać z tej góry w Żelaznem, na którą mozoliłam się wczoraj ale głównie sprawdzić się na zapamiętanym z dawnych wypraw 800m podjeździe. Nieźle poszlo, power jest wciąż ze mną (na pagórze w Ulinii nie zeszłam dziś poniżej 7,5:)) Powrót tak jak wczoraj przez Roszczyce. Totalnie relaksowa i mało wymagajaca w sensie uwagi i sledzenia mapy trasa, nawet nic nowego zdechłego nie było po drodze, ten sam co wczoraj nieszczęsny borsuk.
- DST 86.76km
- Teren 1.60km
- Czas 04:45
- VAVG 18.27km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 30 października 2010
Łeba 2010
eksploracji nowych terenów ciąg dalszy. Dziś również pętla okołolęborska, ale z drugiej strony. Początek trasy przez Sarbsk - pamiętam z poprzednich pobytów jak bardzo było tu ładnie ale jaki kiepski był asfalt, zatem jechałam pełna obaw. A tu jaka zmiana! piękna nowa nawierzchnia! Jazda po hopkach nabrała zupełnie nowego kolorytu. W ogóle po mazurskich wyprawach zdecydowanie bardziej lubię hopki:) W Ulinii czekał mnie pamiętny pagór wszechczasów. Krótko (300m), ale konkretnie. Nie ma się w dodatku jak rozpędzić, bo pagór się zaczyna na ostrym zakręcie... Udało mi się nie zejśc poniżej 6km/h:) Potem trochę górek ze słabym asfaltem od Sasina do Kurowa i przejazd do Żelazna. Odtąd nowe dla mnie tereny - skręt na Lębork w poszukiwaniu pałacu (skoro wczoraj nie znalazłam zamku to należy się jakaś rekompensata..) w Zwartowie. Pałac był, w parku, a w parku ławeczki na słoneczku. Dalsza droga do Stowięcina ze zmiennym asfaltowo szczęściem (nawet kocie łby się trafiały...) ale nieustannie pięknie krajobrazowo. Prawie cały czas las, łąki, pusto, prawie bez samochodów. Był też JEDEN PRAWDZIWY KOLARZ!! Super asfalt był od Stowięcina do Łebienia, cisza absolutna i spokój, relaks totalny. Poowrót przez Ruszczyce, tam też kilka konkretnych pagórów. Jak również oczekiwał mnie w tym uroczym miejscu zdechły borsuk, w odwecie za ominięcie miejsca ze zdechłym dzikiem... No niemniej zamiana udana, to jednak nie te gabaryty:)
- DST 93.49km
- Teren 1.10km
- Czas 04:40
- VAVG 20.03km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 29 października 2010
Łeba 2010
no i pognało mnie znowu trochę za daleko jak na coraz krótszy dzień i relaksową jazdę:) powrót był trochę nerwowy, bo szybko zmierzchało a nocna jazda przez las (nawet asfaltem) to jednak nie jest moja ulubiona zabawa. Trzeba bylo mocno naciskać na pedałki a tu pagór za pagórem. No ale jakoś dałam radę:) Niemniej po leniwym porannym plazowym spacerku i wielce lajcikowej jeździe w pierwszą stronę końcówka była ostra, zasłużyłam na każdy kęs pysznej kolacyjki:) Ale wieczorna sauna znowu wprowadziła mnie w bardzo leniwy nastrój... Dzisiejszą trasę wybrałam perfekcyjnie, wiatr nie był dziś mocny (!!!!) ale jednak trochę przeszkadzał, zatem pozmagałam się z nim w pierwszą stronę a potem była nagroda. Początek trasy to "łebski" standard :), czyli objazd głównej drogi do Wicka przez Nowęcin i Szczenurze, miłe zaskoczenie gdyż pojawił się tu nowy asfalt, ale nawet z dziurawymi kawałkami uwielbiałam tę drogę. Jest przepięknie. Nigdy nie widziałam jej w takiej mocno jesiennej scenerii, tylko zyskuje na atrakcyjności. Potem przez Wicko i kawałek główną 214 do Pobłocia. Tu eksploracja nowego kawałka - skręt do Stowięcina - piękny i prawie nie uczęszczany asfalcik przez las i łąki. W Stowięcinie skręt do Lęborka, ta droga absolutnie rewelacyjna, zupełnie pusto, las prawie cały czas. No i wyjątkowo pocelowałam z kierunkiem, kilka super zjazdów (45km/h na grubych oponkach:)) a tylko 2 podjazdy:) 20 km do Lęborka minęło mgnieniem. Potem już nie było tak fajnie, Lębork niestety wbrew moim oczekiwaniom nie posiada zamku!! I jest wcale nieciekawy. Nie bardzo wiem dlaczego byłam taka pewna z tym zamkiem, no na pewno nie dlatego jak to prześmiewczy szydercy sugerowali Lębork-Malbork:) Nie miałam już czasu, żeby wracać boczniakami, więc pognałam główną przez wszystkie męczliwe pagóry. W nagrodę czekał na mnie przed Wickiem dłuuuugi zjazd:) Odrobiłam go częściowo w Charbrowie. Nie dość że koszmarny pagór to jeszcze zdechły dzik na samym szczycie! A jutro znowu trzeba będzie tamtędy...
- DST 86.20km
- Czas 04:32
- VAVG 19.01km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 28 października 2010
Łeba 2010
załapałam się na wieczorną rundkę po podróży:)
- DST 18.41km
- Czas 01:03
- VAVG 17.53km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 27 października 2010
przed pracą
- DST 20.86km
- Czas 01:04
- VAVG 19.56km/h
- Aktywność Jazda na rowerze


